29 listopada’11

Ten artykuł powstał ponad pół roku temu, ale dopiero niedawno ukazał się w internecie na stronie wrocławskiego hospicjum. Czekałam na jego publikację, ponieważ chciałam go koniecznie Wam przedstawić. Jest bardzo ciepły i chociaż nie ukazuje całej prawdy o moim życiu to przedstawia ten fragment dnia, który jest mi bardzo bliski. Przeczytajcie proszę. Czasami warto zobaczyć to co dobrze znamy oczami innej (bliskiej mi) osoby. Dziękuję Ci Irmi.
29-31 października’11

Jesienią Rudawy Janowickie są najpiękniejsze … To prawda. Krajobraz nas rozpieszczał barwą i przestrzenią. Przyjemnym, delikatnym szumem wiatru i ciepłem słońca. Wspaniale było czuć zapach świeżego powietrza i dotyk kolorowych liści … wieczorem patrzeć w płomienie ogniska i słuchać piosenek.
Zaprosili nas – Laura i Marek. Dzięki Wam mam te żółto-brązowe wspomnienia …
26 października’11
Napisałam kilka zdań w celu wyjaśnienia pewnych zagadnień:
1. Dostałam bardzo miłego maila od Hani – koleżanki z Poznania. Dowiedziałam się, że tata ogłosił wszem i wobec, że ja nie obchodzę imienin! To nieprawda. Obchodzę i zawsze czekam na ogrom, spadających na moją osobę, życzeń. To bardzo miłe i ważne, że pamiętacie o mnie. Bardzo Ci Haniu dziękuję za te życzenia oraz za całą masę ciepłych słów, które do mnie od Ciebie trafiają.
2. Na puszczaniu baniek na wrocławskim rynku nie byłam. Tego dnia zrobiło się zimno, a ja nie czułam się najlepiej. Za to wysłałam delegację: mamę, braci oraz moją drogą rehabilitantkę – Adę. Że było głośno i zabawnie donieśli mi bracia. Kilka zdjęć, wykonanych na rynku przez mamę, umieściłam w galerii.
3. Stała się rzecz niesłychana. Dostałam akwarium. Jak to się stało? Wrocławskie Forum Zbrojnikowe, poprzez hospicjum, dotarło do mnie i postanowiło je ufundować. Szczegóły tej akcji oraz parę zdjęć z zakładania akwarium znajdziecie na stronie Forum. Ja bardzo dziękuję za ten prezent Panom Damianowi i Wojtkowi oraz pozostałym darczyńcom, za dar który niesie sporo radości nie tylko dla mnie ale i pozostałym domownikom. Dodam, że po dnie akwarium żeruje mój ulubieniec – rak Edmund.
Filed under 2011 | Comment (1)25 wrzesnia’11
Na mapie naszych sobotnio-niedzielnych wyjazdów pojawiła się Trzebnica, miasteczko malowniczo położone na wzgórzach, ok. 30 km na północ od Wrocławia. Mama przygotowuje kolejny szkolny rajd, w związku z czym my mieliśmy za zadanie sprawdzić trasę wycieczki. Na Trzebnicki Rajd Rozpoznawczy zgłosiły się trzy rodziny, w tym pięć osób dorosłych, dwie dziewczyny i czterech chłopców, czyli „wyśmienity zestaw testujący”. Zanim wyszliśmy na szlaki, chłopcy ponad godzinę zamarudzili na nowo wybudowanym placu zabaw przy bazylice św.Jadwigi w Trzebnicy. Ile było mam, tyle pomysłów na odciągnięcie dzieci od huśtawek, zjeżdżalni, konstrukcji wspinaczkowych a nawet siłowni i skoczni dla rolkowców. Z dużym opóźnieniem dotarliśmy na Bukową Górę. Niestety nie doszliśmy do leśnego kościółka, ale tę atrakcję zostawiliśmy sobie na następną wyprawę na Wzgórza Trzebnickie. Muszę przyznać, że Trzebnica i jej bliskie okolice wyglądają coraz ładniej. Z pewnością kiedyś się tam jeszcze pojawię.
Chciałam Was jeszcze zaprosić na Wielkie Puszczanie Baniek na wrocławskim rynku, które odbędzie się w sobotę 8 października o godzinie 16. Zabawę tę organizują wolontariusze i artyści z okazji Światowego Dnia Hospicjów i Opieki Paliatywnej. Jeżeli ja się tam pojawię to coś tu fajnego nasmaruję. Pa
Filed under 2011 | Comment (1)17 wrzesnia’11
Druga połowa września przejdzie do historii mieszkańców Wrocławia. I nie chodzi o otwarcie obwodnicy Wrocławia ani o otwarcie nowego stadionu piłkarskiego. Najmilsze co nas spotkało to pogoda. To były ciepłe dni, bez deszczu. Dużo spacerowałam.
Tego dnia, zamiast na spacer do parku, pojechaliśmy na imprezy związene z Dolnośląskim Festiwalem Nauki. Chłopcom podobały się mundury i uzbrojenie żołnierzy (nie dla mnie!) oraz roboty wykonane przez naukowców z Politechniki Wrocławskiej. Wracając wstapiliśmy do zajezdni Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji. „Autobusy i tramwaje nie są już takie szare jak kiedyś” – powiedziała mi mama. Ja sprawdzałam te, do których można się było dostać z wózkiem. Chłopcy koniecznie chcieli te wielkie maszyny prowadzić jak koty na smyczy. Na szczęście nikt im nie dał odpowiednich kluczyków. Mam dla Was kilka zdjęć pod tytułem „To czego nie dotknęli – nie istnieje, a to co dotknięte przez nich zostało – ocalało!”

