17 grudnia’11

Grudzień 20th, 2011

Przez cały rok 2011 jeździłam na rehabilitację do Fundacji „Krzyś”. Obojętnie, czy padał deszcz, czy śnieg, czy było gorąco lub czy mróz ściskał, wstawałam wcześnie, a właściwie na śpiąco się ubierałam i jak zawsze biegłam by się nie spóźnić. A tam wcale nie było weselej. Nie wiem jak Wy ale ja uważam, że jedzenie przez usta to straszna mitręga, gastrostomia to przyszłość: parę minut i cały posiłek, obojętnie czy smaczny, czy nie, jest w brzuszku. A oni tam szpatułka, a na tym patyku deserek, a potem jabłko w gaziku i ucisk, jeden, drugi i do buzi. W odpowiedzi na to ja się uśmiecham, dwa ruchy językiem i wszystko ląduje na moim śliniaku. Jakby nie wiedzieli co buzią się robi. Oczywiście, że buzią się pluje! Albo układają mnie na materacu i obracają, podnąszą ręce, nogi, głowę. Istny teatr z marionetką w roli głównej. Wspaniale, nie?! Za to dzisiaj było inaczej. „Krzyś” postanowił wynagrodzić mi te „męki”. Zaprosił mnie na mikołajkowe spotkanie. No nieźle wypadło. Był objazdowy teatr, który zainteresował swoim przedstawieniem wszystkich, występ tancerzy na wózkach oraz grupa flamenco, zespół prawie rockowy i chór „Wrocławskich Zakładów Naukowych”. Kropką nad i było oczywiście obdarowanie dzieci mikołajkowymi prezentami. No i jak tu nie lubić „Krzysia” pomimo tylu „cierpień”? Nie wiem co tam sobie myślą o mnie i o moich terapeutycznych postępach lekarze i rehabilitanci, ale za prezenty to nawet ja mogę poćwiczyć.
Mam tu kilka zdjęć z mikołajkowej imprezy u „Krzysia”. Zapraszam do ich obejrzenia, a wszystkim, którzy przyłożyli swoje łapki do organizacji mikołajków, serdecznie dziękuję.

16 grudnia’11

Grudzień 16th, 2011

Dzisiaj mam dla Was tylko jedną informację. Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą” zmieniła numer konta, na który darczyńcy mogą przekazywać środki pieniężne. Zainteresowanych odsyłam do strony Apel.

3 grudnia’11

Grudzień 10th, 2011

Przed: Mama pojechała do pracy, Kuba i Marek poszli sprzątać boisko a ja zostałam z tatą w pustym domu. Gdzie ten świąteczny nastrój? Dzisiaj spotykamy się z człowiekiem roku a tu nie ma nikogo, kto tak samo jak ja czeka, walczy z emocjami i nie może znaleźć sobie miejsca. Dochodzę do wniosku, że w tym domu tylko ja wierzę w Św. Mikołaja i tylko ja powinnam dostać od niego prezenty. Przyszli. Ale byłam na nich zła, że tak późno. Spóźnimy się jak nic. 
Pierwszy na sali był Marek. Jeszcze dobrze nie usiadł przy stole, a już był pomalowany. Przez następne dwa dni nie pozwalał umyć sobie buzi, buzi z pięknym bałwankiem. Ja czekałam na głównego gościa. Dzieci, robiąc świąteczne ozdoby, biegały od stolika do stolika podjadając słodycze. Starsi składali sobie życzenia, rozmawiali i też podjadali: pierogi, ryż z kurczaczkiem, ciasta i ciasteczka. Ja nadal czekałam zniecierpliwiona. „Chodź przejdziemy się to czekanie będzie krótsze” – powiedział tata i zabrał mnie z wózka. Szybko zauważyłam, że był to pretekst by ruszyć w stronę stolika z wystawnym jedzeniem. Tata zrobił sobie kawę i zaczął w swoim starym zwyczaju podnosić pokrywki i podglądać co znajduje się w tych dużych garnkach. Nie zauważył, że moja rączka opadła w stronę jednego z nich  i …

oparzyłam się!

Po: Płakałam i płakałam. Rączka, którą przyłożyłam do gorącego garnka z ryżem, była czerwona i pomarszczona na dłoni. Najpierw tata i mama schłodzili mi ranę pod zimną wodą, potem Piotrek z hospicjum zrobił okłady z różnych pianek, aż w końcu posmarował specjalnym kremem, przykrył gazikiem i zakleił. W tym momencie przestałam płakać. Cudowna moc uzdrawiania skryła się w małym plasterku! Ulga. Nawet nie zauważyłam jak dostałam prezent od Mikołaja. A tak na niego czekałam.
Teraz, jak rana już się zagoiła, mogę spokojnie wrócić do tych chwil i zrobić to czego, z wiadomych już względów, nie zrobiłam - podziękować Świętemu z Dziecięcego Hospicjum: dzięki stary! Mama zrobiła parę zdjęć i jeżeli chcecie zobaczyć prawdziwego Mikołaja to zapraszam do obejrzenia tej galerii.

29 listopada’11

Listopad 29th, 2011

Promyk nadziei nr 8 maj 2011 a w nim artykuł o mnie i o mojej rodzinie
Ten artykuł powstał ponad pół roku temu, ale dopiero niedawno ukazał się w internecie na stronie wrocławskiego hospicjum. Czekałam na jego publikację, ponieważ chciałam go koniecznie Wam  przedstawić. Jest bardzo ciepły i chociaż nie ukazuje całej prawdy o moim życiu to przedstawia ten fragment dnia, który jest mi bardzo bliski. Przeczytajcie proszę. Czasami warto zobaczyć to co dobrze znamy oczami innej (bliskiej mi) osoby. Dziękuję Ci Irmi.

29-31 października’11

Listopad 14th, 2011

Kliknij i wejdź do galerii zdjęć z wyjazdu w Rudawy Janowickie
Jesienią Rudawy Janowickie są najpiękniejsze …  To prawda. Krajobraz nas rozpieszczał barwą i przestrzenią. Przyjemnym, delikatnym szumem wiatru i ciepłem słońca. Wspaniale było czuć zapach świeżego powietrza i dotyk kolorowych liści … wieczorem patrzeć w płomienie ogniska i słuchać piosenek.
Zaprosili nas – Laura i Marek. Dzięki Wam mam te żółto-brązowe wspomnienia …