22 grudnia’18

Grudzień 23rd, 2018
Już czas zapalić lampki na choince

8 grudnia’18

Grudzień 15th, 2018
Spotkanie z Mikołajem w hospicjum

Od czego tu zacząć? Czy ten rok 2018 był wyjątkowy? Nigdy w życiu nie dostałam tylu prezentów w ciągu trzech tygodni grudnia. Zaczęło się od Wielkiej Imprezy zorganizowanej przez Hospicjum dla Dzieci Dolnego Śląska. W gmachu Liceum Nr V we Wrocławiu spotkało się wiele rodzin, i tych hospicyjnych, i tych pracowniczych oraz ogromna ilość poprzebieranych w bajkowe stwory wolontariuszy, którzy rozdawali posiłki a w kulminacyjnym momencie zabawy – prezenty. Dostałam wór słodyczy z pluszowym miśkiem, ale najważniejsze – cudownie pachnące perfumy. Tak, chciałam je i mam. Teraz, zwłaszcza po kąpieli, pachnę jak reklama na wejściu do perfumerii.
Myślałam, że do Gwiazdki już nic mnie nie zaskoczy. Upajałam się zapachem moich perfum przy każdej okazji. A to przyszła pielęgniarka – psssyk i pachnę, a to rehabilitantka – psssyk, nauczycielka – psssyk, masażysta – zapomniałam… Tydzień przed świętami, wraz z mamą, przyjechała na rowerze kolorowa torba z kolejnymi rzeczami: rajstopy, bluzeczki, śliniaki … Wszystko śliczne. To mamy koleżanki i koledzy ze Szkoły Optimum postanowili obdarować mnie prezentami. Bardzo mnie zaskoczyli. Ale to nie koniec niespodzianek. W ostatnim dniu nauki w starym roku zapukała do moich drzwi delegacja ze Szkoły Podstawowej Nr 82. Trzy Panie, „Trzy Królowe”, a każda trzymała w dłoniach olbrzymie pudła i torby. A w torbach farby, kredki, filmy, sukienki, bluzeczki, rajstopki, słodycze … Z tego wszystkiego mama musiała zrobić miejsce w szafie na nowe ubrania. Pewnie myślicie, że to koniec prezentów. Wszystkie upominki są ważne. I ten piękny domek z piernika od Igi – koleżanki Kuby, rękodzieło od dzieci, które przyniosła pielęgniarka z hospicjum, od Dziadków bielusieńka koperta, mydełka, kremy, spinki i mnóstwo cennych drobiazgów od rodziny. Tylko mama i tata się nie popisali – nowa mata do ćwiczeń. Niech sami się gimnastykują. Niech zobaczą, że ćwiczenia to codzienna, ciężka praca, a nie przyjemność.
Ile dostałam paczek możecie zobaczyć pod zdjęciem z następnego wpisu „Stroimy choinkę”. Za wszystkie prezenty i życzenia bardzo dziękuję . No, może poza tym materacem. Chociaż – ma taki intensywny, morski kolor. Pasuje do nowej sukienki :)

11 i 12 listopada’18

Listopad 14th, 2018

Nasza Niepodległa
Nie, to nie znaczy, że byłam na paradzie. Marek był, przebrany za zmotywowanego chłopa, by chwycić za broń i wygonić z kraju zaborców. W domu nie było ani kosy ani motyki ani cepa jak przystało na wyposażenie styczniowego powstańca tylko replika muszkietu. Tata wytłumaczył mu, że jako rewolucjonista, pochodzi z bogatej wsi, gdzie wszyscy posiadali broń palną i jakoś poszło. No raczej poszedł. Wrócił zadowolony i spełniony jako młody patriota. Jedynie na co narzekał to na długie przemówienia włodarzy Wrocławia. Ale tam gdzie polityka tam i długie przemówienia.
A co zrobić z poświątecznym, wolnym poniedziałkiem? Zmobilizowałam tatę. Nie dałam mu jednak biletu do najbliższych koszar wojskowych tylko na autobus, by zabrał mnie do Centrum Historii Zajezdnia. Jak było w muzeum opowiada galeryjka fotografii ukryta pod ilustracją z Powstańcem – Markiem . Tata się troszkę wzruszył ekspozycją z lat osiemdziesiątych bo bywał na „wiecach” Pomarańczowej Alternatywy. Fotografował graffiti z hasłami i głowami ważnych polityków. W pewnym momencie przystanął przed jednym rysunkiem. Miałem kiedyś taką odznakę – powiedział wskazując na gołąbka z wiktorią. Pod obrazkiem widniał napis „Wolność i Pokój”. I tego Wam życzę moi czytelnicy w dniu Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości – wolności i życia w pokoju.

14 października’18

Październik 21st, 2018

Bagno wciąga ;)

13 października’18

Październik 18th, 2018

Cztery mosty - czyli spacer po okolicy
„Spacerownik Urszulanki” kiedyś napiszę. Albo „… Urszuli i Anki” na cześć wszystkich Pań i Panów, którzy, czy to będąc w pracy czy po, pakowali mnie w wózek i zabierali na bliskie lub dalekie podróże.
Nie będę zdradzała teraz szczegółów tego pamiętnika albo jak kto woli przewodnika ale pierwszy rozdział na pewno rozpocznę od opisu ścieżek w mojej najbliższej okolicy. Te spacery, zwłaszcza w ciepłe dni, sprawiają mi wiele radości.
Mając ponad dwie godziny wolnego czasu i butelkę pysznego swojskiego kompotu wybrałam się na podbój „własnego podwórka”. Przeszłam przez napikowany żołędźmi dywan złotych liści. Park Grabiszyński jest piękny o tej porze roku. Na jego skraju płynie rzeka Ślęza. Czy na jej jednym końcu jest góra Ślęża? Dwie godziny to za mało by iść wzdłuż brzegu i sprawdzić gdzie bierze swój początek, gdzie bije jej źródło. Ale zaledwie trzy kilometry marszu wzdłuż brzegu rzeki wystarczyły by zobaczyć aż cztery rzeczne przeprawy: mosty Oporowski, Racławicki i Kleciński oraz jaz przy Grabiszynku. Według mnie w mostach kryje się jakaś dobra siła. Są symbolem przekraczania granic, czegoś co jest trudne lub wręcz niemożliwe do wykonania. Mogę po nich przejechać. Patrzeć z góry na rzekę. Przejść na drugą, do tej pory nieosiągalną, stronę.
Tego dnia przeszłam 9 kilometrów, przez dwa parki i cztery mosty. Sporo jeśli wezmę pod uwagę tylko najbliższą okolicę.
Po drugiej stronie „własnego podwórka” jest nasyp kolejowy. Może następnym razem opiszę spacer wzdłuż torów i odkryję przed Wami nowe tajemnice. Zatem do zobaczenia na kolejowym trakcie :)