25 grudnia’10

25 grudnia, 2010

Kliknij mnie a zobaczysz całą noworoczną kartkę!Tradycyjnie, ale z całego serca, kartka świątecznonoworoczna od całej mojej rodziny – dla Was, moi mili.

11 grudnia’10

15 grudnia, 2010

Razem z nimiTo nie było takie proste. Wszechobecne bakterie i wirusy tylko czekały, aby dobrać mi się do skóry. Pierwszy atak drobnoustrojów przerwał moje linie obrony. Musiałam się wziąć w garść. W domowym szpitalu zespół składający się z moich rodziców, pielęgniarek i lekarzy doprowadził mnie do stanu, kiedy mogłam podjąć wyzwanie. Opatulona, w asyście mojego młodszego brata, wyruszyłam po mój upragniony skarb. Przez cztery godziny dzielnie broniłam się przed niewidoczną chmurą zarazków. Skutki mojej nierównej walki z jesiennymi kaprysami przyrody były jednak szybko zauważalne. Ponownie trafiłam na domowy oddział szpitalny, by z pokorą przyjąć kolejną dawkę antybiotyku. Ale nie poddałam się i odebrałam to co mi się należało – PREZENT OD ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA.
Bardzo dziękuję Mikołajowi i Fundacji Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci za prezenty dla mnie i dla moich braci. W wolnych chwilach moja mama i tata zrobili nam troszkę zdjęć na pamiątkę. Do zobaczenia za rok, mam nadzieję, że w lepszej formie.

4 grudnia’10

5 grudnia, 2010

Basta, nigdzie nie idę. Jeżeli Mikołaj chce mi dać jakiś prezent to zapraszam do siebie. I dzieci też zapraszam. Jeżeli ja mam dostać jakiś prezent to inne również. A tak poważnie – po kim ja jestem taka uparta ?
I przyszedł, ale jakiś mały, nieśmiały, a głos miał taki cieniutki. Ważne, że o prezentach nie zapomniał. Zrobiłam mu fotografie. Jeżeli ktoś go widział to proszę go ode mnie i od moich gości pozdrowić.

20 listopada’10

20 listopada, 2010

W październiku otrzymaliśmy od Fundacji „Zdążyć z Pomocą” informację na temat kwot, które spłyneły na konto Uli, pochodzących od darczyńców przekazujących 1 procent swoich podatków. W tym roku, dzięki Wam, na konto Uli spłynęło ponad 20 tysięcy złotych! Zamiast gorących podziękowań, chcielibyśmy w tym miejscu, zapewnić Was, że pieniądze, które przekazaliście Uli będą wykorzysne z dużą rozwagą. Na pewno kwota, która już teraz znajduje się na Uli koncie, zabezpieczy podstawową rehabilitację na przyszły rok, pozwoli na zaplanowanie turnusu rehabilitacyjnego oraz, jak od dłuższego czasu zapowiada tata Uli, przyczyni się do wykonania koncika rehabilitacyjnego (nowy materac, duże lustro ścienne, inne akcesoria rehabilitacyjne, oprzyrządowanie sensoryczne, itp.).
Ponieważ nie otrzymaliśmy danych darczyńców, nie możemy osobiście podziękować ani potwierdzić od kogo pochodziły wpłaty na konto Uli. Aby sprawdzić czy urzędy skarbowe wywiązały się z przekazywania 1 procenta Waszych podatków umieściliśmy wykaz placówek, z których spłynęły darowizny.

25-26 października’10

2 listopada, 2010

Na placu zabaw przy Centrum Zdrowia Dziecka w WarszawieA właściwie to już 24 października wieczorem wsiadłam do naszego granatowego autka. Zadanie miałam bardzo odpowiedzialne – pomagać tacie w długiej trasie. Zajęłam miejsce obok kierowcy. Zapiełam pasy i kazałam tacie zrobić to samo. Zwróciłam mu uwagę, by wyzerował zegary, przygotował paczkę husteczek chigienicznych i by o nic się nie martwił. Kaszlnęłam i samochód ruszył. Ponieważ był już wieczór bardzo podobały mi się te wszystkie światła, które nam towarzyszyły przez całą drogę. Wiedziałam,że mam odpowiedzialną funkcję, więc nie zasnęłam. Gdy tata był zmęczony trzymałam go za prawą rękę i zwalniałam uścisk, gdy tata zmieniał biegi. Chusteczki kierowcy też się przydały. Po przyjeździe do Warszawy w pudełku były już tylko resztki papierowych odcinków a na podłodze stos zużytych husteczek. Nieźle się tata napocił, a może to z powodu moich kaszlnięć? W ten sposób zwracałam kierowcy uwagę na różne czychające na nas niebezpieczeństwa i żeby tata nie zasnął. Zmęczyłam się tą pracą pilota strasznie. Nic więc dziwnego, że gdy przyjechaliśmy do wujka Jarka – zasnęłam.
W pierwszy dzień odwiedziłam przychodnię ortopedyczną w Otwocku. Troszkę się bałam ale okazało się, że przyjechałam tam by zrobić sobie zdjęcie. Dziwna ta fotografia bo czarno biała i buzi na niej nie widać, tylko jakieś zarysy i to moich bioder. Pan doktor obejrzał i stwierdził, że nie jest źle…
A w drugi dzień, kiedy już szykowałam się na atrakcje związane z drogą powrotną, tata zabrał mnie do poradni żywieniowej. Myślałam, że coś dobrego mi się dostanie, a tu – dyskusja. Zgłodniałam od tego gadania. Tym razem to tata był zadowolony. Powiedział, że drinki mi się należą i że same przyjadą do domu. Jeden warunek – muszę trochę przytyć. O co im chodzi? Mam przecież niezłą figurę. Ponieważ słonko jeszcze ładnie ogrzewało okolicę, poszliśmy na plac zabaw. Przez chwilę nie robiliśmy nic. Niedługo tu wrócimy.