28-30 września ’12


Tym razem miałam ogromną przyjemność poznać Dorotkę i Jacka z Makowa Podhalańskiego. Niezwykle mili ludzie,  weseli i bardzo gościnni. Przygarnęli naszą rodzinkę na ostatni łykend września do swojego domku pod Babią Górą. Na wycieczkę w góry nie zostałam zabrana, ale rozumiem, cel wyprawy był trudny do osiągnięcia nawet dla wytrawnych turystów, a co dopiero dla mnie – delikatnej panienki. Zostałam na dole. A gdy ja korzystałam z kąpieli słonecznych chłopcy wspinali się na szczyt, wykorzystując nie tylko siłę własnych nóg ale i rąk. Kije oraz łańcuchy były im bardzo potrzebne kiedy mi wystarczały jedynie okulary przeciwsłoneczne. Gdy przyszli ze szczytu zmęczeni ja byłam już opalona i wypoczęta, gotowa na każdą zabawę.
Jak na górali przystało, wieczorem w ruch poszły gitary i harmonie. Słychać nas było na końcu Zawoi, najdłuższej wsi w Polsce. Ale ludzie z gór nie skarżą się na tych co do rana grają, byle by ładnie było.
Nauczcie się chłopcy grać i śpiewać to przyjedziecie pod Baranią jeszcze raz, hej – powiedzieli górale. Ja tam mogę przyjechać w każdej chwili, nieprawdaż Dorotko?!

Możesz również polubić

  1. Hanka - moja koleżanka z Poznania

    Powiem Tobie Ulcia , że ja też jestem zauroczona gościnnością Dorotki i Jacka z Makowa…Bywam tam, korzystając z zaproszenia jak tylko mogę…jest tam zawsze interesująco i wesoło…a pobyt pod Babią Górą daje dobrą energię, która zostaje na długo…tak więc Ulcia zabieraj Rodzinkę i korzystaj z tego ile się da…
    pozdrawiam cię miło i Rodzinkę też!
    Hania